środa, 30 października 2013
Rozdział 3
- Hazza, bierzemy ją!
Nawet nie wiem kiedy, Niall wziął mnie na ręce, a moje nogi latały w powietrzu. Znowu można było usłyszeć głośny śmiech naszej grupy.
- A nie chodziło przypadkiem o gitarę?! - zapytałam wrzeszcząc jednocześnie. Odłożył mnie na ziemię, po czym powiedział:
- Chyba masz rację. - blondyn zaczął się turlać ze śmiechu. - To zabieram gitarę i lecimy.
W tym samym momencie dziewczyny zaczęły marudzić i błagać, aby zostali.
- No dobra, ale tylko trochę...
- A nie mówiłam? - Joy niechcący powiedziała to na głos. Rosalie szturchnęła ją w ramię, a dziewczynę widocznie to zabolało.
- Chłopaki, zbieramy się... - w drzwiach sklepu stanął Zayn i czekał na resztę swoich kumplów. A ja i moje przyjaciółki... Pewnie każdy się domyśla, co było.
- Dobra, ale macie trzy minutki dziewczyny, bo zaraz mamy próbę... Może wybierzemy się wszyscy razem po próbie na kawę?
Krzyknęłyśmy chórem:
- Jasne!
- To widzimy się w "Coffee" o 18:00, co wy na to?
- To do 18:00.
- Do zobaczenia, dziewczynki.
- Pa, chłopcy...
Harry, Zayn oraz Niall opuścili sklep. Piszczałyśmy głośniej niż kiedykolwiek. Umówiłyśmy się, że o 17:30 będziemy gotowe i przejdziemy się do kawiarnii. Miałam tylko półtorej godziny, był to dla mnie stanowczo za krótki czas. Wyciągnęłąm z szafy jeden z moich ulubionych zestawów, czyli białą bluzę z sercem oraz jeansy. Dobrałam do tego biżuterię i czerwone Conversy. Na telefonie zobaczyłam nieodczytaną wiadomość od Joy:
"Czekamy pod Twoim domem. Pośpiesz się."
Wzięłam w rękę swoją torebkę, zamknęłam drzwi od domu i zaczęłam iść w stronę dziewczyn. Uznałyśmy, że warto się pospieszyć, ponieważ zostało nam niecałe pół godziny. Byłyśmy już pod kawiarnią, gdy nagle podeszło do nas pięciu chłopców w okularach przeciwsłonecznych oraz bluzach z kapturami. To byli wszyscy chłopcy z zespołu. Razem. Zmierzali w naszym kierunku. Przywitali nas uśmiechając się. Odwzajemniłyśmy się tym samym. Weszliśmy do kawiarnii i zamówiliśmy po filiżance czekolady. W pewnym momencie Niall zaczął rozmowę...
sobota, 26 października 2013
Rozdział 2
- M... M... Mogę w czymś... Pomóc? - mój głos cały czas drżał z niedowierzania.
- Tak, szukam nowej gitary dla kolegi. - uśmiechnął się i mrugnął porozumiewawczo. Od razu wiedziałam, że chodzi o Niall'a.
- O jaką gitarę dokładnie chodzi?
- No nie wiem jaką wybrać, dlatego właśnie jestem tutaj, abyś mi pomogła.
- Moim zdaniem ta najbardziej przypadłaby do gustu Nialler'owi. - Harry popatrzył na mnie ja na jakąś... Wariatkę.
- Skąd wiesz o kogo chodzi?
- Directioners zawsze mają dobre przeczucie. - uśmiechnęłam się. On również.
- To ja tu przyjdę po 16:00 z kolegą. - zaczął powoli odchodzić, ale ja mu w tym przeszkodziłam.
- Proszę, zaczekaj. Czy mógłbyś...
- Jasne, gdzie mam się podpisać? - po prostu czytał mi w myślach...
- Tutaj, jeśli...
- Przecież nie mogę odmówić fance. Dla kogo?
- Dla Vanessy.
- Bardzo ładne imię, czy pochodzisz z Francji?
- Dziękuję. Moja mama jest z Francji.
- Twoja mama w takim razie musi być bardzo piękną kobietą, a Ty musiałaś odziedziczyć po niej urodę. - na moich policzkach pojawiły się rumieńce. - Jeszcze jedno: dam Ci mój numer, na wszelki wypadek.
- Nie mam zamiaru odmówić. - chłopak uśmiechnął się. Zapisał mi swój numer. Ja w zamian podałam mój.
- Muszę już lecieć. Przyjdę z Niall'em o ustalonej wcześniej godzinie. - pokiwałam twierdząco głową. - Do widzenia.
- ...Pa.
Wyszedł ze sklepu a ja cała się trzęsłam. Gdy wychodził, zauważyłam kilka dziewczyn, które się pchały do Harry'ego. Po chwili liczba osób znacznie wzrosła. Po tym zdecydowanym ruchem złapałam w ręce telefon i napisałam do moich dwóch najlepszych przyjaciółek: "Zmiana planów, widzimy się przed 16:00 w sklepie muzycznym "Melody". Szczegóły na miejscu.".
Na zegarze wybiła godzina 15:54. W drzwiach ujrzałam Joy oraz Rosalie. Obydwie podeszły do mnie i zaczęłyśmy rozmawiać o zbliżającym się koncercie. Gadałyśmy w nieskończoność, dopóki...
Od autorki: Serdeczne podziękowania dla strony One Direction to nie zespół , to styl życia :3.
wtorek, 22 października 2013
Rozdział 1
Dzień zaczął się jak zwykle. Wstaje, patrzę na zegarek - 7:49. Nie zdążę do pracy... Muszę się pośpieszyć! Wyskoczyłam jak porażona z łóżka. Szybko się umyłam, ubrałam się w koszulę w kratkę i czarne rurki, zjadłam w pośpiechu śniadanie. Znowu spojrzałam na zegar - 8:07. Teraz to na pewno się spóźnię. Wsiadłam do najbliższego autobusu.
- Spóźniona... - usłyszałam głos mojego szefa.
- Naprawdę przepraszam, to się więcej nie powtórzy...
- Słyszałem to już kilkadziesiąt razy. - cwaniak nie dawał za wygraną. - Zostaniesz po pracy i pomożesz mi przestawić instrumenty. - tak, to prawda: pracuję w sklepie muzycznym "Melody".
- Oczywiście... - rzuciłam. Mój szef był bardzo szczęśliwy ze swojego wyczynu. Odszedł z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak jak zawsze. Najchętniej to bym go zwolniła - gdybym oczywiście mogła.
W sklepie nie było nikogo, dlatego mogłam poczytać gazety, które zawsze i wszędzie ze sobą targam. Dziwię się, że jeszcze są w bardzo dobrym stanie. Otworzyłam jedną z nich i trafiłam na artykuł o moim ulubionym zespole - One Direction. Pisano o najbliższym koncercie w Londynie, rozdawaniu autografów, udzielaniu wywiadów i rozmowach z fankami oraz fanami. Oczywiście nie mogłam przepuścić takiej okazji dlatego szybkim ruchem wyciągnęłam telefon z torebki leżącej obok mnie i zadzwoniłam do Joy.
- Hej, czytałaś o najbliższym koncercie w Londynie?
- Myślisz, że ja o tym nie wiem? Zarezerwowałam już trzy bilety w pierwszym rzędzie z możliwością spotkania się z całym zespołem! Ale...
- Tak...? - zapytałam niepewnie.
- Wchodzimy grupą. Czyli ja, ty i Rosalie!
- O Boże, jesteś cudowna! Mówiłam Ci to już?
- Jakieś kilkaset razy... - w tym samym momencie Joy zaczęła się śmiać. A ja z nią.
- To może ja teraz zadzwonię do Rosalie?
- Jak chcesz to zadzwoń, ale...
- Do usłyszenia, kochana.
- Nawzajem.
Szybko wybrałam numer do Rosalie.
- Hallo?
- Rosalie? Słyszałaś o koncercie?
- Joy mi już wcześniej wszystko opowiedziała. - po tym zdaniu zdałam sobie sprawę, że jestem bardzo powolna.
- OK, to może o 16:30 spotkamy się wszystkie w kawiarni "Coffee"?
- Jasne, powiem Joy. Do zobaczenia.
- Pa.
Byłam bardzo szczęśliwa. Znowu wzięłam gazetę w ręce. W pewnym momencie zobaczyłam piękne suknie. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, dopóki nie usłyszałam chrząkania. Podniosłam głowę i ujrzałam brązowe loki, białe zęby, szeroki uśmiech... To był on. Harry Styles.